Przejdź do głównej zawartości

Posty

Po długim czasie...

Od ostatniego posta wiele się zmieniło... Przeniosłem się do Warszawy, zacząłem pracę w redakcji pewnego wydawnictwa komputerowego i mogę przytulać moją ukochaną częściej niż rok wcześniej... No może za wyjatkiem wakacji kiedy to jest na odwrót ;).... Chyba stałem się trochę mniej zgorzkniały, nie mam naleciałości poprzednich lat... jedyne co mi pozostało to męka na studiach, ale jakoś daje radę. Jeździłem prawie co tydzień z Warszawy do Grudziądza w czasie roku akademickiego, aby następnego dnia zrywać się czasem o 6, czasem o 8, aby jechać do Gdańska. Później powrót do Grudziądza i następnego dnia ta cholerna 5 rano... No cóż trzeba było wstać i gnać do Gdańska (dosłownie gnać - dobrze, że mamy dobrego kierowcę ;)) Ale... polubiłem to. W weekend robiłem pomiędzy 800 a 1000 km, no w październiku zdarzało się tylko 600 (tylko wtedy gdy zajecia były w Grudziądzu). W pierwszym semestrze miałem 16 zjazdów, w drugim 10-11, więc śmiem twierdzić, że napewno (pisze się razem czy osobno, bo ni...

Kolejna notka tego samego dnia...

Czyli znowuż jak w tytule. Coś już sprzedałem... sukces... raczej nie. Co się zmieniło od ostatniego razu? Otóż obsłużyłem kilku klientów, którzy zadeklarowali zakup jakiegoś sprzętu we wrześniu, ale mnie to już nie bardzo interesuje. Koniec sierpnia i znikam. Ryzykownie biorąc pod uwage studiowanie i brak kasy, ale (znowu dzisiaj pojawia się to "ale") już dłużej chyba tu nie wyrobię. Poza tym w moim mieście nie ma szans na zbyt błyskotliwą karierę. Od dwóch i pół roku uczestniczę w pajęczynie wzajemnych powiązań, każdy każdego zna, każdy każdemu winien jest jakąś przysługą. Całe miasto jest "skorumpowane", w każdym bądź razie nie chodzi tu o przekupstwo, ale o wyświadczanie przysług, aby kogoś ze sobą związać, żeby on też nam był winien kiedyś przysługę. Może jeszcze coś później dopiszę....

Siedzę....

Jak wspomniałem wyżej... siedzę i nic więcej nie robię. Do sklepu nikt nie wchodzi , od dwóch godzin siedzę i nic, nawet głupiej płytki nie sprzedałem za 50 groszy... Siedzę i trochę się nudzę słuchając tandetnego radia (jedynego, które dobrze odbiera) i piszę tego posta, aby wyrazić to, że siedzę. Pomyślałem, że to dobry sposób na odbicie się od nudy siedzenia. Jestem co prawda leniwy, jestem mało-twórczy, uwielbiam nic nie robić, ale... No właśnie to jedno, ale... We wszystkim jest zawsze jakieś "ale", "ale nie miałem czasu...", "ale przecież ty się mylisz..." "ale..." i tak bez końca, ale już nie wytrzymuje, ile można nic nie robić. Rzeczywiście te słowa brzmią jak jakieś brednie, bo tak mają brzmieć. Nie czytajcie tego, a jak przeczytaliście... no cóż to przeczytaliście.

Pierwsza wypowiedź.....

Ciężko jest mi się wypowiadać, dlatego przegrywam w dyskusjach. Nie potrafię szybko ripostować, znajdować kontrodpowiedzi, z kolei jak potrafię ją znaleźć to nie używam, bo boję się, że mógłbym urazić mojego rozmówcę. Nie chcę sprawiać bólu, lecz jestem świadom tego, że swoim milczeniem, często jestem jego przyczyną. Milczenie, często bardziej niż mowa, potrafi sprawić ogromny ból, szczególnie wtedy, gdy rozmawia się, a właściwie nic nie mówi z ukochaną Tobie osobą, wtedy Ona czuje, że uciekasz od odpowiedzi i oczekuje od Ciebie reakcji. Nie potrafisz się wyrazić, często miewasz problem z odnalezieniem tego, co Tobie nie pasuje. Zaczynasz nie rozumieć siebie, świata naokoło, nie rozumiesz tego, co się dzieje. Życie Cię przytłacza, jesteś zmęczony, pogrążony w ciągłym marszu do przodu. Czemu w marszu a nie w biegu? To proste – nienawidzisz biegać, śpieszyć się i gonić za nie wiadomo, czym. Czasem tracisz sens tego wszystkiego. Ciemne chmury wysuwają się z zakamarków Twoich myśli i zasła...